Szkoła Podstawowa nr 84
we Wrocławiu
im. Ruchu Obrońców Pokoju
Menu

Biblioteka

Kto czyta książki, żyje podwójnie. /Umberto Eco/

Godziny otwarcia

poniedziałek 8:00 — 15.00
wtorek 8:00 — 15.00
środa 8:00 — 15.00
czwartek 9:00 — 15.00
piątek 8:00 — 15.00

Konkurs - Rozpoznaj cytat z książki

Proszę zapoznać się z cytatami z książek. Odpowiedzi można przesyłać na e-mail: polchantonina@gmail.com. Uczestnicy rozwiązywania zagadek otrzymają drobne upominki po powrocie do szkoły.

Cytaty:

I

– Nie poznajesz mnie? Nazywam się Andersen. Dziwi cię, że tutaj pada śnieg i mamy zimę, podczas gdy u was jest czerwiec i dojrzewają czereśnie. Prawda? Ale przecież musisz, chłopcze, zrozumieć, że ty jesteś z zupełnie innej bajki. Po co tutaj przyszedłeś?

– Słuchajcie, chłopcy, ten pan, którego tu widzicie, przyszedł z bajki o śpiącej królewnie i siedmiu braciach. Otóż dwaj spośród nich poszli wczoraj do lasu i nie wrócili. Sami rozumiecie, że w tych warunkach bajka o śpiącej królewnie i siedmiu braciach nie może się dokończyć. Dlatego też wypożyczam was temu panu na dwie godziny. Tylko pamiętajcie, macie wrócić na kolację.

II

Ru­szył do drzwi, ale był pe­wien, że nie może wyjść z domu bez bro­ni. Chciał po­biec po świetl­ny miecz, któ­ry do­stał od taty, ale zre­zy­gno­wał. Wie­dział, że to dzie­cin­na za­baw­ka, któ­ra go przed ni­czym nie obro­ni.

Chwy­cił me­ta­lo­wy flet, na któ­rym gra­ła jego sio­stra. Flet był nie­bez­piecz­ną bro­nią, bo miał ster­czą­ce kla­wi­sze i był cięż­ki. Kuki ru­szył w stro­nę drzwi. Już miał na­ci­snąć klam­kę, kie­dy usły­szał ci­chy trzask. Po dru­giej stro­nie drzwi ktoś wło­żył klucz do zam­ka i nie­zmier­nie po­wo­li go ob­ra­cał.

III

Bo staruszkowie kochali tego chłopca. Był on jedynym jasnym punkcikiem w ich smutnym życiu, a na jego wieczorne wizyty czekali przez cały dzień. Często mama i tato (…) także przychodzili i stawali w drzwiach, żeby posłuchać opowieści staruszków. I tym sposobem ich pokoik na pół godziny stawał się miejscem szczęśliwym, a cała rodzina zapominała, że jest głodna i biedna.

IV

„Teraz lepiej – powiedział dyrektor. – Nie weźmiemy już żadnego rodzica za ucznia. Kilka cichych chichotów z tyłu było jedyną reakcją na dowcip. Dyrektor zaczął opowiadać o historii szkoły, o osiągnięciach pedagogicznych, o regulaminie (…). Wiedział oczywiście, czym różni się gimnazjum od szkoły podstawowej. Miały być tak samo lekcje, przerwy i dzwonki, ale tutaj obowiązywała sroższa dyscyplina i cięższa nauka. Trzeba się będzie jakoś przyzwyczaić. Na osłodę pozostawało kieszonkowe, które dostał dziś rano po raz pierwszy. Cała uroczystość, z wnoszeniem i prezentowaniem sztandaru szkoły, trwała jakieś dwadzieścia minut”.

Potem tłum wstał i wolno wylał się na schody. Gdzieś w połowie korytarza na pierwszym piętrze Felix zorientował się, że właściwie to nie wie, gdzie idzie. Rodzice, rozmawiając, schodzili na dół, by wrócić do swoich spraw, a grupki dzieci, prowadzone przez nauczycieli, rozchodziły się do klas.

V

Słowo daję, życie było wtedy wcale zabaw... to znaczy, chciałem powiedzieć, że w swoim czasie narobiłeś niemało za- mieszania w tej okolicy. Przepraszam cię, nie miałem pojęcia, że wciąż jeszcze zajmujesz się tymi rzeczami.

— A cóż bym mógł robić innego? — odparł czarodziej.

— Swoją drogą, rad jestem, że to i owo zapamiętałeś o mnie. Mam wrażenie, że moje ognie sztuczne w każdym razie mile wspominasz, a to już budzi pewne nadzieje.

Doprawdy, przez przyjaźń dla twego dziadka, Starego Tuka, i tej biednej Belladonny dam ci to, o co mnie prosiłeś. — Wybacz, proszę. O nic nie prosiłem. — Owszem, owszem, nawet dwukrotnie. Prosiłeś o wybaczenie. Udzielam ci go. A nawet zrobię więcej: wyślę cię na tę wyprawę, żebyś użył przygody. Będzie to bardzo zabawne dla mnie, a dla ciebie bardzo zdrowe, a w dodatku prawdopodobnie korzystne, oczywiście jeśli w ogóle wyjdziesz z tego cało.

Autor: Bibliotekarz mgr Antonina Połch

Zobacz także:

Drukuj